Złudzenia optyczne a raport MAC „Społeczeństwo informacyjne w liczbach”

 

Z pewnością znacie obrazki przedstawiające złudzenia optyczne w stylu ,,który z odcinków jest dłuższy”. Wydaje się, że jeden jest dłuższy a w rzeczywistości są równe. Większość z takich złudzeń jest wywołanych przez dodatkowy (najczęściej też zbędny) element ilustracji, sugerujący mózgowi perspektywę, zły punkt odniesienia lub coś innego (np strzałki) co zniekształca naszą percepcje obrazu.

Nie spodziewałem się, że znajdę przykłady takich złudzeń w raporcie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji „Społeczeństwo informacyjne w liczbach”. Raport ma postać cegły najeżonej statystykami i wykresami (niestety jak większość raportów). Przy czym wykresy w tym raporcie są bliższe sztuce niż grafice mającej przekazywać precyzyjnie informacje.

W przypadku tego raportu złudzenia optyczne są wywołane próbami ,,uatrakcyjnienia” graficznie wykresów. Złudzenia przedstawię za pomocą trzech zagadek, z których jedna jest podchwytliwa. Która? Odpowiedzi poniżej. Poniżej trzy wykresy z raportu i trzy pytania do prezentowanych wykresów.

 

Zagadka 1:

Czy odległość pomiędzy czerwonym kwadratem a pomarańczowym trójkątem w styczniu 2011 jest większa, mniejsza czy równa odległości pomiędzy pomarańczowym trójkątem a niebieskim kwadratem w styczniu 2010?

Zagadka 2:

Czy na poniższym rysunku oznaczony kółeczkiem kwadrat jest wyżej, niżej czy na tej samej wysokości co zaznaczony kółeczkiem trójkąt?

Zagadka 3:

Czy na poniższym rysunku oznaczony kółeczkiem kwadrat jest wyżej, niżej czy na tej samej wysokości co zaznaczony kółeczkiem trójkąt?

Rozwiązanie

Problemem w każdym z tych artystycznych wykresów jest brak linii poziomych i pionowych. Nie ma pionowych linii oznaczających osie ani poziomych linii pomocniczych! Dlatego trudno jest porównywać punkty w pionie, trudno jest porównywać tempo wzrostu. Mózg nie ma punktu odniesienia. Jak widać autor stwierdził, że wartości bezwzględne nie są ważne a jak bardzo chce to się wysili i będzie porównywał liczby. Tempa wzrostu też nie sposób porównać bo wykresy są zbyt rozciągnięte lub zbyt ściśnięte.

Dlatego też większość osób pomyli się w przypadku każdej z powyższych zagadek (oczywiście nie wszyscy, nawet losowo strzelając 12.5% trafi dobrze). Poniżej przedstawiam ,,rozwiązania” czyli oryginalne wykresy z raportu z dodanymi liczbami. Z uwagi na położenie liczb na wykresie złudzenie optyczne jest jeszcze silniejsze.

Zagadka 1. Odległość pomiędzy czerwonym kwadratem a pomarańczowym trójkątem w styczniu 2011 jest większa (9 punktów vs 8 punktów dla roku 2010).

Zagadka 2. Niebieski trójkąt w roku 2009 jest wyżej niż czerwony kwadrat w roku 2000.

Zagadka 3. Niebieski trójkąt w roku 2009 jest wyżej niż kwadrat w roku 2002.

A tutaj link do oryginalnego raportu.

 

Gdzie lepiej być matką, w Polsce czy na Białorusi? Czyli kilka słów o kulcie rankingów.

Kilka dni temu na portalu TokFM pojawił się artykuł ,,”Żenujący” wynik Polski w corocznym raporcie dot. matek. Lepiej nią być na Białorusi, Węgrzech…”. Słuchy o nim dobiegły mnie z dwóch stron. Z jednej strony rozmawiając ze znajomymi zauważyłem, że wiele osób ów artykuł przeczytało i po lekturze zostało w nich przekonanie, że nawet jeżeli w Polsce urlop macierzyński jest dłuższy, to na Białorusi mamom jest ogólnie lepiej. Z drugiej strony Pan Michał Kowalczyk (Uniwersytet Łódzki i Université de Lorraine) napisał do mnie bardzo ciekawy list, w którym niezwykle szczegółowo przedstawił serię problemów i nierzetelności związanych z wspominanym artykułem. List ten był bardzo wartościowy, wnioski z niego po jedynie drobnych zmianach przedstawię poniżej.

Poruszę problem opierania się na rankingach bez wnikania w to, jakie elementy składowe za nimi stoją. Ten problem często owocuje dziennikarstwem pozbawionym treści (w tym przypadku treść to: problem z dostępnością żłobków, kobietom ciężej znaleźć pracę, jeżeli opiekują się dziećmi), a bogatym w emocje (jesteśmy na 28. miejscu, powinno nam być wstyd, lepiej jest na Białorusi). Drugi problem to kult rankingów, związany z zabobonną wiarą, że szereg parametrów opisujących różne obiekty można zamienić w jedna liczbę i wszystkie porównywane opcje ustawić w rządku od najlepszej do najgorszej. Pułapka rankingów polega też na tym, że bardzo często zamiast sprawdzić, na czym ranking jest oparty kierujemy, się własnym przekonaniem, na czym powinien się opierać. Przykładowo, ranking we wspominanym artykule jest oparty między innymi o procent miejsc w rządzie obsadzonych przez kobiety, ale czytelnik życzeniowo może uważać, że w rankingu wzięto pod uwagę łatwość znalezienia pracy przez kobiety z dziećmi.

Chciałbym też zaznaczyć, że o ile zdanie na temat artykułu mam nie najlepsze i będę bezlitośnie wytykał słabości w argumentacji, to moje osobiste zdanie jest ,,po linii’’ opinii prezentowanych w artykule. Uważam, że bycie matką w Polsce nie jest proste, i że rodziny trzeba bardziej wspierać (wspierać rodziny, a nie jedynie matki – np. dzisiejsza polityka wspierania samotnych rodziców w rekrutacji do przedszkoli prowadzi do patologii, np. w Warszawie wystarczy wziąć rozwód lub żyć w konkubinacie by mieć dodatkowe punkty). Nie uważam jednak, by cel uświęcał środki. Dyskusji o słabych i mocnych stronach pozycji matek nie można opierać o ranking, który ma niewielką wartość merytoryczną. Porównywanie bezsensownych współczynników i robienie afery dla samej afery jedynie psuje atmosferę i utrudnia merytoryczną debatę. Żeby coś poprawić, trzeba zidentyfikować problemy i ich źródła. To nie 28. miejsce w rankingu jest problemem, ani to, że w Polsce jest (?) gorzej niż na Białorusi.

Na czym polega przewaga Białorusi?

Więc wracając do rzeczy. Poniżej kilka cytatów z artykułu oraz komentarzy do nich. Zacznijmy od pierwszego zdania cytowanego artykułu.

,,Lepiej być matką na Białorusi niż w Polsce – między innymi takie wnioski wynikają z tegorocznego raportu fundacji Save The Children”

Czy w rzeczywistości tak jest? To stwierdzenie oparte jest na obserwacji, że w rankingu ,,mother’s index’’ dla krajów rozwiniętych według cytowanego raportu Polska jest na pozycji 28 a Białoruś na pozycji 24. Chciałoby się zapytać ,,I co z tego’’? Zobaczmy, jakie elementy składowe były uwzględniane w konstrukcji indeksu. Poniżej zamieszczam wyciąg dla trzech państw. Te wartości zostały przepisane z tabeli z 55 strony raportu fundacji Save The Children. Pełna wersja raportu znajduje się tutaj, są w nim też dane dla innych państw. Porównajmy kolejne charakterystyki i zastanówmy się, gdzie jest lepiej być matką.

Belarus Poland USA
Lifetime risk of maternal death (1 in number stated) 5100 13300 2100
Percent of women using modern contraception 56 28 73
Female life expectancy at birth (years) 76 81 81
Expected number of years of formal female schooling 15 16 18
Maternity leave benefits (days) 126 140 84
Wages paid percent 100 100 0
Ratio of estimated female to male earned income 0,63 0,59 0,62
Participation of women in national government (% seats held by women) 32 22 17
Under-5 mortality rate (per 1,000 live births) 6 6 8
Gross pre-primary enrollment ratio (% of total) 99 66 69
Gross secondary enrollment ratio (% of total) 96 97 96
Mothers’ Index Rank (out of 43 countries) 24 28 25

Komentarze do tabeli:

  • Ryzyko śmierci podczas porodu, w Polsce jest ponad dwukrotnie mniejsze niż na Białorusi,
  • Procent kobiet stosujących nowoczesną antykoncepcję w Polsce jest dwukrotnie niższy niż na Białorusi (choć inne badania, np. to pokazuje że w Polsce ten procent jest równy 58 a nie 28).
  • Oczekiwana długość życia kobiety w chwili narodzin, w Polsce o 5 lat większa niż na Białorusi,
  • Średnia liczba lat edukacji dla kobiet wynosi w Polsce o rok więcej niż na Białorusi,
  • Urlop macierzyński w Polsce jest o dwa tygodnie dłuższy niż na Białorusi, i tu, i tam jest w 100% płatny,
  • Nierówność w pensjach pomiędzy kobietami i mężczyznami. W Polsce kobiety zarabiają średnio 59% zarobków mężczyzn, w Białorusi 63%. Procentowo więc na Białorusi jest lepiej, ale jeżeli porównać bezwzględną wartość zarobków, to lepiej jest w Polsce. Z drugiej strony dosyć naturalne (patrz dyskusja w komentarzach anuszki) jest, że im bardziej kobiety są chronione przez prawo, tym większa dysproporcja zarobków pomiędzy kobietami i mężczyznami. Nie można zjeść jabłka i mieć jabłko.
  • Obecność kobiet w rządzie jest wyższa na Białorusi (32% vs 22% w Polsce). Choć brzmi to jak marny dowcip biorąc pod uwagę autokratyczny reżim Łukaszenki,
  • Śmiertelność dzieci do 5 roku życia jest porównywalna w obu krajach,
  • Rekrutacja dzieci na etapie przedszkolnym, w Polsce ponad 30 punktów procentowych mniej niż na Białorusi.

Podsumowując: Zalety macierzyństwa na Białorusi to wyższy procent dzieci w żłobkach i przedszkolach.

Zalety macierzyństwa w Polsce to znacznie mniejsze ryzyko śmierci przy porodzie, dłuższa oczekiwana długość życia, więcej lat edukacji, dłuższy urlop macierzyński.

Czy naprawdę lepiej być matką w Białorusi?

Jedną rzeczą jest wybór wskaźników na podstawie których chcemy scharakteryzować macierzyństwo, inną sprawą jest dobór wag z jakimi te wskaźniki wpływają na pozycję w rankingu. Używając innych wag otrzymalibyśmy inny ranking.

Jest wiele punktów w tym raporcie, za które powinno nam być bardzo wstyd – podkreśla Chutnik. – Te szczegóły są bardzo wyraźnie widoczne w zestawieniach, gdzie widać czarno na białym liczby. Nie wyobrażam sobie też sytuacji, żeby taki raport miał być opracowany w Polsce, np. uwzględniając województwa. To by było przerażające. Zresztą – o ile pojawiają się u nas sporadycznie opracowania dotyczące dzieci, to tych dotyczących zdrowia i sytuacji matek brakuje.

Poziom rekrutacji do przedszkoli i żłobków to jeden bardzo ważny i bardzo duży, ale ciągle jeden punkt. W raporcie inne nie są poruszane. Gdyby przedstawić powyższe wskaźniki w podziale na województwa z pewnością byłoby kilka województw, które miałyby wartości gorsze niż średnie i kilka takich, które miałyby wartości wyższe niż średnie. Przerażające mogłyby być tylko nagłówki w gazetach ,,Województwo XXX jest najmniej przyjazne kobietom’’.

“- Według tabel wypadamy dobrze pod względem chociażby tego, jak matka w Polsce jest zabezpieczona – 20 tygodni urlopu macierzyńskiego, w 100 proc. płatnego – zauważa Chutnik. – Ale to teoria. W praktyce – wiemy, jak jest.

Po co nam liczby skoro, gdy nam nie pasują, to twierdzimy, że ,,wiemy jak jest’’? W raporcie jest zaznaczone, że w Polsce dodatkowo można mieć dwa lata bezpłatnego urlopu, w czasie którego kobieta nie może być zwolniona. W porównaniu z np. USA to wielki luksus.

Podsumowując. W świecie, w którym głos ma ten, kto głośniej krzyczy, sprawdzajmy czy za tym krzykiem stoją argumenty. Po drugie, zamiast czytać i komentować rankingi, zastanówmy się, jakie są największe niezrealizowane potrzeby rodzin. To, że w jakimś rankingu będziemy o 10 pozycji wyżej wcale nie musi oznaczać, że rodziny/matki będą bardziej zadowolone. Warto walczyć o to, co jest ważne: przedszkola, żłobki, powrót do pracy dla matek, które tego chcą, ułatwienia w zatrudnianiu na fragmenty etatów, a nie o pozycję w rankingu.

Jak często udaje się rzucić palenie?

Kilka dni temu pisałem o wynikach dotyczących odsetka osób palących przynajmniej rok w różnych grupach wiekowych. Poniżej postaram się odpowiedzieć na inne interesujące pytanie: jak często ludzie, który palili przez przynajmniej rok rzucają palenie? W tym przypadku rzucenie palenia oznaczać będzie, że ankietowany nie palił przez przynajmniej miesiąc przed dniem w którym był pytany.

Na poniższym wykresie przedstawiono odsetek osób, które w ostatnim miesiącu paliły i też paliły przynajmniej rok zaczynając od X lat temu. Przez dopełnienie można wyznaczyć odsetek osób które nie paliły w ostatnim miesiącu, a więc prawdopodobnie rzuciły palenie. Wyniki przedstawiono osobno dla kobiet i mężczyzn. Szarym kolorem zaznaczono punktowe przedziały ufności. Ciągłymi liniami przedstawiłem lokalnie wygładzone wartości, aby łatwiej było zauważyć trend.

 

Zauważmy interesujące różnice pomiędzy płciami. Pośród osób które palą od kilku lat rzadko rzuca się palenie i rzucają to palenie nieznacznie częściej kobiety. Wśród osób, które zaczęły palenie 30 lat temu to mężczyźni częściej przestawali palić.

Inna, niewesoła obserwacja z tego wykresu jest taka, że niewiele osób przestaje palić jeżeli paliło wcześniej przez przynajmniej rok. Jak widać jeżeli nie chce się palić do końca życia to najlepiej w ogóle nie zaczynać.

* A Wy jak spędziliście weekend?

Trendy wśród młodzieży w odpowiedzi na pytanie: palenie albo zdrowie

 

Dzisiejszy wpis poświęcony będzie próbie odpowiedzenia na pytanie, czy palenie jest coraz bardziej czy coraz mniej popularne. Zacznę od krótkiej dygresji dotyczącej pułapek zastawionych na beztroskich analityków, a następnie przedstawię swoje wyniki. Pokażę wyniki, wspierające tezę, że stopniowo coraz mniej osób zaczyna palić, ale (niestety) zaczynają one palić coraz wcześniej. Następnie przyjrzymy się, jak te trendy wyglądają dla różnych płci. Okaże się, że wyglądają różnie.

Być może część z czytelników pamięta wpis ,,Nauka spod znaku cargo”, w którym krytykowałem liczenie średniej z roku rozpoczęcia palenia. Proponując podejście oparte o kwantyle zauważyłem, że większość z osób które palą (ponad 80%) zaczyna palenie pomiędzy 15. a 23. rokiem życia.

Odpowiedź na pytanie, kiedy palacze zaczynają palenie, to jedna sprawa, ale pytanie, ile osób pali i jak odsetek palących zmienia się w kolejnych latach, to sprawa zupełnie inna.
Badanie przeprowadzimy bazując na ankietach zebranych trzy lata temu od kilku tysięcy osób wybranych losowo z populacji Polaków pomiędzy 20 a 60 rokiem życia. Ankietowanych pytano między innymi: czy paliłeś przez przynajmniej rok, kiedy zacząłeś palić, czy paliłeś w ostatnim miesiącu. Policzenie proporcji osób, które odpowiedziały że paliły przynajmniej rok, wiele nam nie powie jeżeli nie będziemy wiedzieć w jakim wieku są ankietowani. Część z nich może nie paliła jeszcze roku w chwili przeprowadzania ankiety ale zacznie palić później. Przedstawienie proporcji palaczy jako funkcji roku urodzenia, też nie jest najlepszym pomysłem, ponieważ osoby starsze miały więcej czasu aby zacząć palić. Nie można porównać procentu osób, które przez przynajmniej rok w życiu paliły i mają 40 lat, i osób, które przez przynajmniej rok w życiu paliły, a mają lat 20. Spodziewamy się, że procent palaczy w drugiej grupie będzie niższy, dlatego że część z tych dwudziestolatków, którzy jeszcze nie palą, zacznie palić przed 40 rokiem życia. Nie ma co porównywać gruszek i jabłek.

Kilka dni temu, kiedy przedzierałem się przez tłumy na ,,Pikniku Naukowym Polskiego Radia i Centrum Nauki Kopernik” (w skrócie PNPRiCNK ;-) ) przyszła mi do głowy pewna myśl. Gdy się dłużej zastanowić jak porównywać jabłka z jabłkami, staje się to oczywiste. Nie mogę porównać procentu palących wśród osób urodzonych w 1965 z procentem osób palących urodzonych w 1985, ponieważ ci pierwsi żyją dłużej i mieli ,,więcej okazji” by zacząć palić. Ale mogę porównać procent osób, które zaczęły palić przed 25 rokiem życia, urodzonych w 1965, z procentem osób, które zaczęły palić przed 25 rokiem życia, urodzonych w 1985. Każda z tych grup miała 25 lat, by zacząć palić. Mając informacje z ankiety, o której wcześniej pisałem, dosyć łatwo takie procenty policzyć. Policzyłem je więc dla różnych ,,punktów odcięcia”. Najciekawsze jest porównanie odsetków dla 17-latków i 25-latków.

Poniższy wykres przedstawia procent osób, które mając 17 (czerwona) lub 25 (czarna linia) lat życia paliły przez przynajmniej jeden rok, jako funkcję roku urodzenia. Wokół krzywych przedstawiono punktowe przedziały ufności dla oceny tych proporcji na poziomie 95%.

Wyniki są ciekawe. Spójrzmy na czarną krzywą, odpowiada ona odsetkowi osób, które paliły przynajmniej rok przed ukończeniem dwudziestu-pięciu lat. Trend jest malejący, czyli dwudziestopięciolatków, którzy palili przez przynajmniej rok, jest coraz mniej. Przesuwając się o 23 lata w prawo na osi OX odsetek osób palących przez przynajmniej rok spadł o ponad 1/3 z 58% do 40%. Nie dziwi mnie to tak bardzo. Koniec końców kampania przeciwko paleniu jakoś działa. Kilkadziesiąt lat temu palacze byli wszędzie, w telewizji, w teatrze itp. Dziś w filmach palący nie są już tak eksponowani.

Z drugiej strony, jeżeli spojrzymy na odsetek 17 latków, którzy palili przez przynajmniej jeden rok życia, zauważymy, że tutaj trend jest przeciwny. Pośród osób urodzonych w latach 1960-1965 17 latków, którzy palili przez przynajmniej rok było poniżej 20%, a po 23 latach ten odsetek wzrósł do prawie 30%.
Zobaczmy teraz jak te trendy wyglądają dla mężczyzn a jak dla kobiet.
Na poniższym rysunku trójkąty oznaczają proporcje w grupie mężczyzn, a kropki proporcje w grupie kobiet. Symbole puste w środku odpowiadają sytuacji w grupie 17-latków, a symbole wypełnione odpowiadają sytuacji w grupie 25-latków.

Dodatkowo, by trendy były łatwiejsze do zauważenia, dodałem krzywą trendu powstałą z wygładzenia proporcji w poszczególnych grupach wiekowych.

W grupie 25-letnich mężczyzn widać spadającą proporcję palaczy. W grupie siedemnastolaktów odsetek osób palących przez przynajmniej rok utrzymuje się na stałym poziomie 30%.
Dla 25-letnich kobiet odsetek osób palących przez przynajmniej rok jest niższa niż w grupie mężczyzn. Patrząc na trend w czasie zauważymy, że spada ona wolniej niż dla mężczyzn i być może niedługo się one zrównają. Za to wśród siedemnastolatek odsetek osób palących przez przynajmniej rok palaczek bardzo szybko przyrasta, ,,doganiając” 30% obserwowane dla siedemnastolatków.

Z czym powiązać inny trend dla różnych płci? Być może koncerny tytoniowe zaczęły adresować reklamy papierosów też dla kobiet? A może macie inne pomysły na wyjaśnienie tych różnic?

 

PS: Łatwo zauważyć, że w tym wpisie jest znacznie więcej przecinków niż w poprzednich wpisach, również zdania są bardziej gładkie. Jest to zasługa pani Magdaleny Ł., która podjęła się eksperymentalnie funkcji pierwszego czytającego. Serdecznie dziękuję.

Statystyk w Białowieży

 

W poprzednim tygodniu odwiedziłem instytut PAN w Białowieży współprowadząc warsztaty z programu R (tak jak przystało na misjonarza R). Blisko instytutu znajduje się cerkiew prawosławna. W cerkwii tej kupić można broszurę przedstawiającą ważniejsze wydarzenia z historii Białowieży i cerkwi. W tej broszurce natknąłem się na tabelę przedstawiającą liczbę chrztów, ślubów i pogrzebów udzielonych w parafii prawosławnej św. Mikołaja Cudotwórcy w Białowieży w latach 1878-2004.

Jeżeli Wy też odczuwacie dreszcz emocji na widok tabelki z liczbami, to zrozumiecie dlaczego zrobiłem to co zrobiłem. Jeżeli nie odczuwacie, to prawdopodobnie reszta wpisu będzie dla Was jedynie przykładem na kolejny wykres punktowy.

Po powrocie do domu dzielnie przepisałem dane z broszurki. Dane można pobrać z pliku csv, link do tego pliku znajduje się tutaj.

Emocje związane z oglądaniem 508 liczb są niczym w porównaniu z emocjami związanymi z oglądaniem wizualizacji danych, która przedstawia jakąś historię. Postanowiłem zrobić taką wizualizację. Kod w programie R potrzebny by ją wykonać znajduje się tutaj. Po kliknięciu na rysunek poniżej otworzy się jego wersja w wyższej rozdzielczości.


 Zastanówmy się chwilę, co też ciekawego widać na tym wykresie.

  • Obserwacja: dane są niepełne, najdłuższa przerwa dotyczy lat 1914-1917. Historia: od 28 lipca 1914 do 11 listopada 1918 roku trwała I wojna światowa, front działań wojennych przebiegał w pobliżu Białowieży. Okazuje się że w okresie I wojny światowej prawosławna ludność Białowieży była ewakuowana w głąb Rosji. Wywieziono też większość wyposażenia cerkwi.
  • Obserwacja: liczba zgonów i chrztów spada znacząco po roku 1941. Historia: W latach 1939-1941 przeprowadzane są masowe  wysiedlenia na Syberię ludności Białowieży.
  • Obserwacja: Po II wojnie światowej liczba chrztów sukcesywnie spada z roku na rok. Historia: Liczba mieszkańców Białowieży maleje, w tamtym rejonie jest coraz mniej prawosławnych.
  • Obserwacja: bilans chrztów do pogrzebów jest największy w roku 1978. Po tym roku średniorocznie pogrzeby w parafii odbywają się częściej niż chrzty.
  • Obserwacja: w dziesięcioleciu 1922 do 1932 liczba porodów jest wysoka, w okolicach 150 na rok. Historia: Okres międzywojenny, względny spokój, sprzyjające warunki do planowania rodziny. W 1924 w Białowieży umieszczono Dyrekcję Okręgową Lasów Państwowych, więc region nabiera znaczenia.
  • Obserwacja: przed I wojną światową liczba chrztów z roku na rok wzrasta. W 1891 liczba chrztów przekroczyła 100 na rok. Historia: w 1895 wyświęcono nową murowaną cerkiew, która uchodziła za najpiękniejsza w okolicy.
  • Obserwacja: Wyjątkowo duża liczba zgonów zanotowano w latach 1894 i 1900. Historia: jeszcze nie wiem jak to można wyjaśnić.
Btw: Powyżej piszę zgony, choć raczej chodzi o pogrzeby (zgonów było z pewnością więcej). Pozostawiłem jednak oryginalne nazewnictwo ze wspomnianej broszury.

Edukacja statystyczna a matura z matematyki poziom podstawowy 2012

Wczoraj maturzyści pisali egzamin maturalny z matematyki na poziomie podstawowym. Arkusze egzaminacyjne można znaleźć np. tutaj. Poniżej, chciałbym się podzielić kilkoma gorącymi wrażeniami z lektury zadań maturalnych.

Ponieważ interesuje mnie edukacja statystyczna, ponieważ uważam, że znajomość statystyki jest niezbędna, dlatego też byłem ciekawy czy po maturzyście można oczekiwać podstawowej choć znajomości statystyki, losowości, zmienności itp.

Przeglądając listę zadań na poziomie podstawowym okryłem niestety że żadne z nich nie dotyczy statystyki. Jedno jedyne (zadanie 31 za 2 pkt) dotyczy rachunku prawdopodobieństwa. To oczywiście wynika z tego, że statystyki w liceum się nie uczy.

A szkoda.

Bardzo lubię trygonometrię, geometrię, kombinatorykę i zresztą całą matematykę, ale czy nie jest ważniejsze by we współczesnym świecie uczyć w liceum statystyki? Czy nie bardziej przydatne byłoby uczenie zrozumienia co to trend, co to ryzyko, co to wariancja?